Nyiragongo

Autor: Rafał Szostak

Opublikowany: 09.02.10

Jedyny na świecie wulkan o tak płynnej magmie. Z tego powodu jest zarazem w miarę bezpieczny i bardzo groźny. Leży w Demokratycznej Republice Konga, blisko granicy z Rwandą, ale znacznie bardziej zagraża Kongu.

To jeden z dwóch czynnych wulkanów pasma Wirunga. Wysokość 3470 m n.p.m. daje mu czwartą pozycję wśród afrykańskich czynnych wulkanów po Meru, Kamerunie i Teide. Początkowo stoki wulkanu są bardzo łagodne, zaledwie ok. 35 stopni, by nagle ostro wznieść się w górę. W rozległym kraterze, szerokim na 800 i głębokim na 770 metrów, groźnie bulgoce największe na świecie jezioro lawowe. Owalne, o wymiarach 240 na 260 metrów i temperaturze grubo ponad tysiąca stopni.

Geofizycy zaliczają go do stratowulkanów (wulkanów klasycznych), ale jego erupcje klasyfikują go raczej do wulkanów efuzywnych (lawowych), jak np. hawajska Mauna Kea czy wygasły Skjaldbreiður na Islandii. Ale Nyiragongo znacznie się różni także od wulkanów hawajskich.

Wszystkie katastrofalne wybuchy powodują wulkany (Thera, Wezuwiusz, Tambora, Krakatau, Mount Pelee, St. Helens, Pinatubo), mające lawę z dużą zawartością krzemionki, a więc gęstą i łatwo blokującą wszelkie kanały. W końcu siła ciśnienia wewnątrz przekracza nacisk wierzchniej warstwy i następuje potężna eksplozja. Z kolei lawa wulkanów hawajskich jest bardzo gęsta i wypływa bardzo powoli.

Tymczasem w Nyiragongo lawa, ze względu na małą zawartość krzemionki jest bardzo płynna. Z jednej strony to sprawia, że gazy wulkaniczne zawsze znajdą sobie ujście, rozładowując tym samym ciśnienie wewnątrz wulkanu. A gdy do góry pcha się magma, to w kraterze jest wystarczająco dużo miejsca, by ją pomieścić. Ale właśnie z tego powodu wulkan jest bardzo groźny. Podnosząca się do góry magma mocniej napiera na ściany krateru, aż ten pęka. W powstałą szczelinę wlewa się lawa i z prędkością wodospadu spada w dół. A że jest bardzo rzadka, płynie szybko i daleko. A 15 km od krateru leży ćwierćmilionowe miasto Goma. Podczas wybuchu 10 stycznia 1977 roku cała lawa z jeziora poprzez powstałe pęknięcie wypłynęła w ciągu godziny i pędziła z prędkością co najmniej 60 km/h! Przy takiej szybkości trzeba uciekać natychmiast, by przeżyć. Oficjalnie zginęło wtedy co najmniej 70 osób. Faktycznie - kilka, a może nawet kilkanaście tysięcy.

17 stycznia 2002 r. w kraterze Nyiragongo powstała długa na 13 km szczelina, przez którą wypłynęło ponad dwieście milionów metrów sześciennych lawy i skierowały się w stronę Gomy. Miasto było otoczone obozami uchodźców z Rwandy, wiec liczba mieszkańców w jego okolicach przekraczała pół miliona. Na szczęście wulkan już kilka miesięcy wcześniej wstrząsami sejsmicznymi i intensywnymi wypływami fumaroli (gorących gazów) sygnalizował, że zamierza eksplodować i mieszkańcy w porę uciekli. Lawa w ciągu kilku godzin osiągnęła Gomę. Płynęła strumieniem szerokim nawet na kilometr i grubym na dwa metry. Tuż przed miastem strumień się podzielił. Jeden dotarł do centrum, a drugi przepłynął, paląc wszystko na swojej drodze po wschodnich przedmieściach, aż lawa z piekielnym sykiem i wzbudzając gigantyczne tumany pary, spłynęła do jeziora Kivu. Obawiano się, że rozpuszczony w wodzie podczas spływu lawy do jeziora dwutlenek węgla może się uwolnić, powodując śmiertelne zatrucie wielu osób, jak to było w 1986 roku nad jeziorem Nyoss w Kamerunie. Na szczęście nic takiego się nie stało, ale wulkanologowie kontrolowali także jezioro. Podczas tego wybuchu liczba ofiar nie przekroczyła 50 osób, ale straty materialne były znaczne; na 15 procentach Gomy leżała lita skała - świeżo zakrzepła lawa, a 80 procent miasta poszło z dymem. Lawa stygła powoli; jeszcze kilka tygodniu po wypłynięciu lawy, mieszkańcy, którzy wrócili do zgliszcz, wydłubując otwór w zakrzepłej lawie, mieli gotowy piec do przyrządzania posiłków.

W Gomie mówi się, że ostatnie eksplozje to zemsta Nyiragongo. Przez wieki u stóp wulkanu składano ofiary, by go przebłagać. W 1976 roku Mobutu Sese Seko Kuku Ngbendu wa za Banga, kongijski dyktator, zakazał składania ofiar... Oburzone tym siły spod ziemi zareagowały natychmiast. W tym samym roku na stokach nieodległego wulkanu Nyamuragira powstał nowy wulkan Murara i 23 grudnia niegroźnie eksplodował. A niecałe trzy tygodnie później Nyiragongo wylał na miasto płonącą lawę...

Wirunga

Nyiragongo jest częścią wulkanicznego łańcucha górskiego Wirunga, ciągnącego się od jeziora Kivu po Kagerę, jeden z początkowych odcinków Nilu. Pasmo, choć leży niemal poprzecznie w stosunku do gór Mitumba, jest częścią Wielkiego Rowu Zachodniego, który z kolei jest częścią Wielkiej Doliny Ryftowej. Wirunga to de facto sznur ośmiu dużych wulkanów. Spośród tej ósemki czynne są dwa, wspominane już Nyiragongo i Nyamuragira (3063 m), w Kongu. Najwyższy szczyt, Karisimbi (4507 m), leży na granicy Rwandy i Kongo, podobnie jak Bisoke (3711 m). Najstarszy (wiek określili paleogeologowie) Sabinyo (3634 m), Muhabura (4127 m) i Gahinga (3474 m) leżą na granicy Rwandy i Ugandy, a Mikeno (4437 m) oraz wspomniane Nyiragongo i Nyamuragira - w Demokratycznej Republice Konga, do niedawna znanej jako Zair.

Ochrona

Góry Wirunga są jednym z najcenniejszych przyrodniczo miejsc na Ziemi. A to dlatego, że żyje tu największa populacja górskiego podgatunku goryla wschodniego, zwana gorylem górskim. W każdym z tych krajów Wirunga jest pod ochroną. W Demokratycznej Republice Konga jako Park Narodowy Wirunga, w Rwandzie jako Park Narodowy Wulkanów, a w Ugandzie - Park Narodowy Goryli Mgahinga. Oczywiście parki te mają znacznie dłuższy rodowód niż państwa, w których leżą. Park Narodowy Wulkanów, PN Wirunga powstały w 1925 roku, a Mgahinga w 1930. Do PN Wirunga przylega też Park Narodowy Ruwenzori, chroniący trzeci co do wysokości (po Kilimandżaro i Kenii) masyw górski Afryki (5109 metrów). Ruwenzori nie są wszakże górami wulkanicznymi, ale powstały jak Tatry czy Himalaje, na skutek wypiętrzania skał. W. wym. parki narodowe oprócz Mgahingi są wpisane na listę dziedzictwa UNESCO. W pobliżu, w Ugandzie, leży też Park Narodowy Nieprzeniknionego Lasu Bwindi, jeden z najbogatszych ekosystemów na świecie.

Park Narodowy Wulkanów o powierzchni 130 km² obejmuje pięć z ośmiu najwyższych wulkanów Wirungi: Bisoke, Karisimbi, Muhabura, Gahinga i Sabyinyo. Park Narodowy Wirunga to 7 800 km² nie tylko gór, ale i pobliskiej dżungli oraz zachodnie brzegi jeziora Edwarda oraz dolinę rzeki Semliki, a dalej na północ park chroni kongijską część masywu Ruwenzori. Park Narodowy Goryli Mgahinga jest najmniejszy, zaledwie 33,7 km. kw., ale to wystarczająco miejsca dla trzech gór, Muhabura, Gahinga i Sabyinyo.

Goryl górski

To podgatunek goryla wschodniego (Gorilla beringei beringei), żyjący w dwóch miejscach na świecie, górach Wirunga oraz Nieprzeniknionym Lesie Bwindi w Ugandzie (niektórzy sądzą, że to odrębny podgatunek, choć wspomniany las leży na północnych stokach Wirungi). W sumie ocalało nie więcej niż 700 tych zwierząt. Ale to wcale nie ten podgatunek goryla jest najbardziej zagrożony, tylko górski podgatunek goryla zachodniego (Gorilla gorilla diehli), którego pozostało nie więcej niż 300 osobników. Ale moda jest na wschodniego goryla górskiego, więc jego zachodni kuzyn trwa w zapomnieniu gdy o ochronę goryli z Wirungi wzywają wszelkie gwiazdy i ludzie znani z tego, że są znani.

Choć może w tym szaleństwie jest metoda; goryl górski zachodni żyje w dorzeczu górnej Cross River w górach Sonkwala i płaskowyżu Obudu na pograniczu Kamerunu i Nigerii. A te państwa to wręcz ostoje stabilizacji (choć Kamerun od lat ponoć jest na krawędzi wojny domowej).

Goryl górski wschodni to największa małpa człekokształtna. Dorosły samiec może ważyć nawet 220 kg. Zresztą goryl to tylko potwierdzenie reguły, że podgatunki czy populacje górskie są większe od nizinnych. Głównym powodem jest mniejsza powierzchnia skóry w stosunku do masy ciała, co ułatwia zatrzymywanie ciepła. Podgatunek górski oprócz większej masy różni się też od nizinnego dłuższymi i ciemniejszymi włosami.

Wschodni goryl górski żyje w deszczowych lasach gór Wirunga i w Nieprzeniknionym Lesie Bwindi w Ugandzie na wysokościach 2225-4267 m n.p.m. Jest roślinożerny, choć nie gardzi także owadami.

Zwierzęta żyją w grupach rodzinnych składających się z dorosłego samca, kilku samic i młodych, w sumie do 30 osobników. Przywódcą stada jest samiec ze srebrnymi włosami na grzbiecie, świadczącymi że ma co najmniej dziesięć lat i jest dojrzały płciowo. Ma ok. 170 cm wysokości i waży 170-220 kg. Samice (100-130 kg) są zdolne do wydania potomstwa w wieku ok. 6 lat. Ciąża trwa 9 miesięcy. Młode goryle po urodzeniu ważą ponad 2 kg. Goryle górskie w niewoli dożywają 35 lat. Na wolności prawie tyle, wszak wrogów naturalnych z racji wielkości i siły nie mają, jeśli nie liczyć człowieka. Swoją hierarchię mają też poszczególne stada. Najwyżej znajduje się to, w którym przewodzi najsilniejszy samiec. Goryle górskie są bardzo spokojne, bardzo rzadko dochodzi do agresji. Jak przystało na wysoko rozwinięte ssaki człekokształtne, porozumiewają się gestami i odgłosami, ale liczba sygnałów jest mniejsza niż np. u szympansów.

Przyszłość

Trudno o większe nieszczęście, niż znalezienie się na granicy trzech takich krajów jak Kongo, Rwanda i Uganda, jakie spotkało góry Wirunga. Dlatego przyszłość parków narodowych i goryli górskich rysuje się w czarnych barwach.

Na dobrą sprawę już dziś pewne jest tylko to, że góry wciąż stoją. Prawdopodobnie nadal porasta je dziewicza dżungla, prawdopodobnie żyją w niej goryle górskie. Ale jak długo - tego nie wie nikt. Ale raczej niedługo. W Ugandzie wojna domowa nieprzerwanie trwa od 1987 roku, w Kongu dziesięć lat krócej. W Rwandzie rozpoczęła się od ludobójstwa i trwa do dziś. I nic nie wskazuje na to, by miałoby być lepiej. Gorzej to i owszem... I żeby choć siły rządowe były ostoją bezpieczeństwa. Tymczasem one od bandytów różnią się jedynie bardziej jednorodnymi mundurami. W takich warunkach nie ma nawet mowy o skutecznej ochronie. Kłusownictwo za to kwitnie w najlepsze. Jeśli ma się dobrowolnie zginąć z głodu czy od maczety jakiegoś rebelianta, to lepiej pójść w dżunglę. Jeden goryl to nawet i ponad sto kilo mięsa, którym można nakarmić rodzinę przez wiele dni.

Pomimo mordów, zabójstw, głodu, chorób i wszelkich możliwych plag, liczba ludności w tych krajach rośnie w zastraszającym tempie. W Kongo teraz rocznie przybywa ok. 2 milionów ludzi, ale niebawem będzie to 3 miliony i więcej. Sto milionów (aktualnie jest ok. 70 mln) najprawdopodobniej stuknie w tej dekadzie. A te sto milionów coś musi jeść. Gdy zabraknie manioku i kurczaka, zjedzone będą i goryle...

Galeria zdjęć

Google Maps

Komentarze