Binnendieze

Autor: Rafał Szostak

Opublikowany: 04.11.08

To coś ciekawszego niż Wenecja. Bo w Wenecji kanały nie wchodzą do domów, a w 's-Hertogenbosch (inna nazwa miasta to Den Bosch) to i owszem. Binnendieze, bo tak się nazywa sieć kanałów w tym mieście, stolicy Brabancji Północnej, płynących pomiędzy uliczkami, ale także pod domami. Bo innego wyjścia nie było. Książę Henryk I Brabancki zaczął w 1185 roku budowę twierdzy w miejscu strategicznym, u zbiegu rzek Dommel i Aa, na zalesionych wydmach z jeziorkiem w środku. Aby wezbrane wody nie zniszczyły miasta, trzeba było uregulować rzeki. A z braku miejsca, wąskie kanały odprowadzające wodę poprowadzono wewnątrz murów, także pod domami. Miejsca co prawda brakowało, ale i tak Den Bosch był wówczas drugim co do liczby ludności miastem Holandii po Utrechcie.

Pod starym miastem płynęło więc 22 kilometry kanałów, zwanych Binnendieze. Pełniły one nie tylko odwadniająca rolę, ale były także drogami wodnymi (wąskimi to wąskimi, ale były) i ściekami. Były połączone z rzekami i otaczającymi miasto bagnami. Właśnie te bagna kilkakrotnie powstrzymały podczas holenderskiej wojny o niepodległość bodaj najwybitniejszego dowódcę holenderskiego, Maurycego Orańskiego. Uznał on, że zdobywanie bronionej przez Hiszpanów i błota twierdzy ‘s-Hertogenbosch jest bezcelowe. Ale w 1629 roku inny niderlandzki wódz Fryderyk Henryk Orański nakazał przekopać przez bagna ok. 40 kilometrów rowów, po czym wypompować z nich wodę. Broniąca miasta hiszpańska załoga, pozbawiona ochrony błot, musiała się poddać. Później, po zdobyciu przez Holandię niepodległości, twierdzę Den Bosch znacznie rozbudowano. Binnendieze zostały włączone w system fos i kanałów nowej twierdzy. Oparła się ona francuskim wojskom Ludwika XIV, a armia rewolucyjnej Francji z trudem zdobyła Den Bosch. W XIX wieku po raz kolejny rozbudowano twierdzę. Jeszcze nie tak dawno stacjonowały w niej jednostki armii holenderskiej. Było to główne holenderskie miasto garnizonowe, jak u nas np. Trzebiatów czy Żagań.

W XX wieku sieć kanałów stała się uciążliwa, z racji plagi szczurów. Dlatego po wojnie zdecydowano się zasypać większość kanałów. Nie na długo. Bo już w 1973 roku uznano, że kanały mogą być wielką atrakcją turystyczną i zaczęto ich odbudowę. Jesienią 1998 roku oddano ostatni odcinek. Ale już nie 22 kilometry, lecz zaledwie 3630 metry. A już rok później kanałami przepłynęli się m. in. koronowane głowy, królowa Holandii Beatrix i król Belgów Albert.

Większy kanał, De Groote Stroom, to ujęte w karby dawne koryto rzeki Dommel. Otacza od wschodu i północy najstarszą cześć miasta. Przerzucono nad nim dziesięć mostów. Mniejszy, De Vughtestroom, odcina zachodnią część starego miasta, rozlokowanego wzdłuż ulicy Vughtestraat. Choć sformułowanie odcina jest niewłaściwe; kanał płynie sobie, a ponad nim są poprzerzucane mosty i domy. Podobnie zresztą jest nad De Groote Stroom.

I rzeczywiście, kanały stały się największą atrakcja turystyczną ‘s-Hertogenbosch, przebijając nawet piękną gotycką katedrę z cudowną figurą Matki Boskiej, przed którą modlił się papież Jan Paweł II, o doskonale zachowanej renesansowej twierdzy i najstarszych domach w Holandii nie wspominając.

Rejs cichobieżną motorową łódką po kanałach ‘s-Hertogenbosch należy do programu obowiązkowego wycieczek po Brabancji Północnej, prowincji Holandii, której stolicą jest właśnie ‘s-Hertogenbosch.

tagi: kanał

państwo: Holandia Holandia

Galeria zdjęć

Komentarze