Notice: Undefined variable: j in /home/lcs/domains/cudaswiata.pl/public_html/art.php on line 90

Notice: Undefined variable: j in /home/lcs/domains/cudaswiata.pl/public_html/art.php on line 92

Het Loo

Autor: Rafał Szostak

Opublikowany: 16.09.09

Tu przyszły angielski król Wilhelm III miał odpoczywać i uciekać od okrutnej polityki wraz z żoną Marią Stuart. Ale nie dane mu to było.

A miał przed czym uciekać. Rodacy, Holendrzy, ani myśleli zgodzić się na królewską koronę. Ba, Jan de Witt, wielki pensjonariusz Holandii, długie lata odmawiał mu nawet tradycyjnego, przysługującemu Orańskim od stu lat (za zasługi w walce o niepodległość) tytułu namiestnika (stadhoudera). Czterdzieści lat wcześniej Holandia była u szczytu potęgi, teraz gwałtownie złamanej przez trzy wojny z Anglią. A sprzymierzona z nią Francja Ludwika XIV zajęła kraj. Willem III, bo takie miano nosił w Holandii odparł najazd, a w rozruchach zginął jego wróg Jan de Witt. Ale jego angielska żona trzykrotnie poroniła. Nieco ponad trzydziestoletni władca miał więc za sobą żywot niezwykle bogaty i miał prawo do odpoczynku. W 1684 roku nakazał więc zbudować w środku Niderlandów, na skraju wydm i bagien De Hoge Veluwe, wspaniałych terenów myśliwskich, letni pałac.

Nie było to przypadkowe miejsce. W XV wieku powstał tu zamek myśliwski Het Oude Loo, wzniesiony dla Udo Talholta, bogatego rycerza geldryjskiego. Kilkakrotnie przechodził z rąk do rąk, aż w 1684 roku zamek kupił Willem III. Miejsce to miało jeszcze jeden plus; leżało na skrzyżowaniu dróg z północy (Fryzja) na południe (Brabancja, Limburgia, Geldria) i ze wschodu (Niemcy) na zachód (Utrecht, Holandia właściwa z Hagą, Rotterdamem i Amsterdamem). Nie przypuszczał nawet, że nie przyjdzie mu w nim odpoczywać, i że to dopiero początek jego historii...

Anglia wciąż nie mogła dojść do siebie po rewolucji Cromwella. Groziło jej nawet, że jej kolejnym królem będzie katolik. To było nie do pomyślenia. Zwalczające się dotąd ugrupowania wigów i torysów zjednoczyły się i poprosiły Willema III, by ratował protestancką Anglię i został jej królem, pobiwszy wcześniej zwolenników Jakuba. Stadhouder zgodził się, wylądował w Anglii, momentalnie przyłączyli się do niego prawie wszyscy i w 1689 roku Willem III został koronowany na króla Anglii jako William II. Nie miał tu łatwego panowania, jedna wojna goniła drugą, ale zapisał się w historii Anglii jako jeden z najwybitniejszych władców, który wprowadził trwającą do dziś monarchię konstytucyjną.

A Holendrom zostawił tylko wspomnienia i właśnie Het Loo.

Nie da się ukryć, że rezydencja Het Loo jest wzorowana na podparyskim Wersalu. Ale w przeciwieństwie do niego, a tym bardziej monstrualnych pałaców Piotra I, Het Loo nie zdominował krajobrazu, lecz się weń wtopił. A to, w płaskiej Holandii, jest bardzo dużą sztuką.

Pałac został zbudowany w stylu baroku niderlandzkiego. Nie ma on wiele wspólnego z barokiem francuskim czy polskim. To coś pośredniego między renesansem a klasycyzmem. Nie ma tu pełnych ekspresji rzeźb, złoceń, ani dążenia do przytłoczenia człowieka ogromem i bogactwem. Jest za to perfekcyjna wręcz symetria i umiar. A już szczytem tego są barokowe niderlandzkie ogrody, z najpiękniejszym, przy Het Loo właśnie. To wręcz geometryczne figury, do tego stonowane, bez wielkich drzew ani rozłożystych krzewów. Przykładem zaplanowanego do ostatniego listka barokowego ogrodu nie powinien być ogród francuski, ale niderlandzki.

No dobrze, a co z Het Oude Loo? Ano został on sprytnie wkomponowany w wielkie pałacowo-parkowe założenie Het Loo i dziś jest jego częścią. Het Loo wznosili najlepsi. Jacob Roman znany był z przebudowy zamku Zeist. Gerard de Lairesse, który wykonał zdobiące wnętrza obrazy był już uznanym artystą, tworzącym głównie sceny historyczne, mitologiczne i alegoryczne. Ogrody projektował Claude Desgotz, współautor ogrodów Wersalu i Windsoru.

Od początku swojego istnienia do śmierci królowej Wilhelminy w roku 1962 Het Loo należał do królewskiej rodziny Orańskich. Potem został przekazany państwu, a po remoncie, od 1984 roku pałac jest muzeum wnętrz pałacowych, coś w rodzaju polskiej Kozłówki, tyle że Het Loo Orańscy oddali państwu, a Zamoyscy chcą Kozłówkę odebrać.

Każdy z ówczesnych władców wybierał sobie jakiegoś antycznego boga lub herosa. Ludwik XIV miał Apollina, boga światła i piękna. Piotr Wielki, mający obsesję na punkcie Szwecji, preferował biblijnego Samsona, który wszak pokonał lwa (herb Szwecji). Willem III wybrał Heraklesa. I jego motyw często się przewija w zdobieniach.

Tak na dobra sprawę to Het Loo nie jest nawet pałacem. Orańscy nazywali go letnim domem. I – jak w zwykłym domu, w Het Loo nie ma posadzek, a zwykłe, drewniane deski podłogowe. Zresztą ród ten tak naprawdę nie miał swojej siedziby. Rodowe Orange w południowej Francji nad Rodanem było daleko. Druga siedziba rodowa, Nassau koło Koblencji, też leżała w innym kraju. Orańscy tułali się więc po różnych zamkach, pałacach i miastach.

Sama bryła pałacu – jak na dom przystało – nie przytłacza wielkością. Jest wręcz nieduży. Skrywa za sobą zabudowania stajni, powozowni itp. I – jak przystało na rodzinę nazywającą się Pomarańczami i mająca pomarańcze w herbie – oranżeria. Obowiązkowo z przywiezionymi z południa drzewkami pomarańczy.

No i ogród, arcydzieło ogrodu francuskiego, gdzie człowiek do końca zdominował naturę i przystrzygł ją do swoich wymagań. Fikuśne kwatery, klomby, pracowicie strzyżone w krzewach bukszpanu, przetykane niewysokimi drzewkami i krzewami, także równiutko przyciętymi. I mnóstwo kwiatów o najróżniejszych kształtach i kolorach. Tam, gdzie ich nie ma i nie ma przystrzyżonej na jeża trawy, wszystko jest wysypane drobniutkim żwirem. Nie ma tu miejsca nawet dla jednego wolnego pędu czy roślinki.

Jak wspomnieliśmy, dziś Het Loo to jedno wielkie muzeum. Obrazów, chińskiej porcelany, srebra, królewskich szat, wnętrz pałacowych, historycznych więzów domu Oranje-Nassau z Holandią, powozów, karet, sań oraz samochodów sprzed 1905 roku. Będąc w Holandii nie można tego miasta ominąć.

Galeria zdjęć

Google Maps

Komentarze