Notice: Undefined variable: j in /home/lcs/domains/cudaswiata.pl/public_html/art.php on line 90

Notice: Undefined variable: j in /home/lcs/domains/cudaswiata.pl/public_html/art.php on line 92

Katedra św. Jakuba w Szybeniku

Autor: Rafał Szostak

Opublikowany: 05.08.09

Jeden z najpiękniejszych dachów świata, jeden z najpiękniejszych przykładów zarówno gotyku, jak i renesansu. I zarazem harmonijnego połączenie tych – zdawałoby się – niemożliwych do pogodzenia stylów.

Bliżej ziemi mamy przepiękny gotyk wenecki w szczytowym swoim okresie. Wyżej – florencki, dopiero co narodzony renesans. A wszystko harmonijnie połączone, że trzeba się dobrze przyjrzeć, by wyróżnić oba style, choć żaden z nich się nie ukrywa.

W 1402 roku, gdy Szybenik należał do Wenecji, rozpoczęto budowę katedry, w modnym wówczas stylu gotyckim. Plany jej budowy zaczęły się od 1298 roku, kiedy to w Szybeniku erygowano diecezję. Właśnie wtedy zaczynały się piąć w górę najpotężniejsze i najpiękniejsze katedry, jak paryska Notre Dame czy kolońska. Ale w Szybeniku, świeżo zdobytym przez Wenecję, długo nie działo się nic. Kościoły owszem, powstawały, ale niewielkie. W 1402 roku zdecydowano o budowie porządnej katedry, ale na tym się skończyło. Dopiero w 1441 roku szybeniccy radni powierzyli pieczę nad budową mistrzowi Giorgio Orsiniemu, przez Chorwatów nie nazywanemu inaczej jak Juraj Dalmatinac. Urodzony w Zadarze, zdobył już sławę w Wenecji, wykonując rzeźby dla katedry św. Marka i pałacu dożów (portal pałacu jest jego dziełem). Ostre łuki okien i drzwi, charakterystyczne misternie rzeźbione kolumny. Na środku kopuła, nieczęsto spotykana w stylu gotyckim.

Juraj Dalmatinac nie tylko nadzorował całość, ale także osobiście pracował. Jego dziełem są 74 (polskie źródła mówią o 71) ludzkie głowy otaczające świątynię. To podobizny ówczesnych, znamienitych mieszkańców miasta. Widać, że mistrz miał nie tylko talent, ale i poczucie humoru karykaturzysty. Bo obok normalnych postaci, wyrażających tylko zwykłe uczucia, zdarza się wyjątkowo rozwrzeszczana baba czy tłusty bobas.

W 1475 roku Juraj zmarł, a jego rolę przejął Toskańczyk Nicolo Fiorentino, zwany przez Chorwatów Nikola Firentinac. To już były inne czasy. Właśnie w tym czasie we Florencji narodził się nowy styl, renesans. I to, co zaczynano w strzelistym gotyku, kończono w stonowanym renesansie, jak choćby florencka katedra Santa Maria del Fiore. Toskańczyk poszedł tym samym tropem. Zostawił ostre elementy gotyckie, okrągłe, także gotyckie rozety, które nadbudował łagodnymi, półokrągłymi łukami. I to jakimi! Nigdzie na świecie nie znajdziemy tak idealnie półokrągłego dachu jak w szybenickiej katedrze. Sklepienie wygląda identycznie od góry i z wnętrza świątyni.

Nicolo Fiorentino zmarł w 1505 roku, a jego dzieło do konsekracji katedry w 1555 roku kontynuowali ojciec i syn Bartłomiej i Jakub Mestra. I wszyscy, nie bez problemów, musieli się dostosować do założeń Juraja. A ten założył, że do budowy nie użyje ani grama zaprawy murarskiej. Wszystkie kamienie są tak ściśle połączone, że tworzą całość bez konieczności kładzenia jakiejkolwiek spoiny. Warto też zwrócić uwagę na figurę archanioła na szczycie kopuły. To wiatrowskaz, obracający się zgodnie z kierunkiem wiatru. To bardzo istotne w porcie morskim, ale leżącym nad czymś w rodzaju... jeziora, połączonego z otwartym morzem wąziuteńkim kanałem.

Szybenicka katedra jest największym na świecie kościołem zbudowanym wyłącznie z kamienia. Do budowy nie użyto ani jednej cegły. Kamienie pochodzą m. in. z wysp Brač i Krk. Sława tej pierwszej miała już ponad tysiąc lat; z niej pochodził budulec pałacu Dioklecjana w Splicie. A później – także materiał do budowy waszyngtońskiego Białego Domu.

Katedra autentycznie robi wrażenie. Ale dopiero gdy się wie, na co należy zwrócić uwagę. Na pierwszy rzut oka – ot, kościół jak kościół, ładnie zdobiony, duży i tyle. Ale gdy się wspomni o łukach, głowach czy misternych innych rzeźbach, w tym na kolumnach – przychodzi zachwyt.

Wnętrze jest bardziej gotyckie niż renesansowe z racji surowości. Wszystko jest w szarej tonacji naturalnego kamienia, bez żadnych tynków. Mistrzowie kończący świątynię w stylu renesansu, sprytnie połączyli szpiczasty gotyk z zaokrąglonym renesansem, że wszystko tworzy jedną całość.

I jakby tego było mało, w katedrze są również elementy... romańskie. To charakterystyczne weneckie lwy oraz rzeźby Adama i Ewy, które pozostały po stojącej tu wcześniej świątyni.

W 1991 roku szybenicka katedra była o krok od zniszczenia. Armia serbska (oficjalnie jugosłowiańska) próbująca spacyfikować niepodległą Chorwację oblegała m. in. Szybenik. To miasto przemysłowe (przetwórstwo aluminium i metali kolorowych, przemysł elektrotechniczny), więc Serbom bardziej zależało na jego zniszczeniu niż na zabytkowym Dubrowniku. I wiele pocisków trafiło w katedrę. Trudno dziś powiedzieć, czy przypadkowo, czy rozmyślnie (Serbowie to prawosławni). Większość zniszczeń naprawiono, ale wciąż widać postrzelane drzwi i ślady po kulach na kamiennych murach.

Po wojnie katedra została pieczołowicie odbudowana. A w 2001 roku została wpisane na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO jako modelowy przykład połączenia w jedną całość elementów gotyku i renesansu.

Galeria zdjęć

Google Maps

Komentarze