Timbuktu

Autor: Rafał Szostak

Opublikowany: 03.02.10

Równie owianym legendą miastem co Timbuktu było tylko El Dorado. Ale Timbuktu naprawdę istnieje.

Miasto powstało ok. tysiąca lat temu, w XI wieku, początkowo jako sezonowa osada Tuaregów, ludu saharyjskiego, który jako jedyny odważył się przemierzać Saharę w poprzek, od wybrzeży Morza Śródziemnego prawie do Zatoki Gwinejskiej.

Miasto handlu

Karawany Tuaregów już w czasach rzymskich wędrowały od miast w dzisiejszej północnej Algierii, Tunezji i Libii przez góry Atlas, Ahaggar, wyżyny i pustynie, w tym piaszczyste ergi i pozbawiony życia Tanezrouft. Jeśli szły z Libii przez Ahaggar do dawnej Ghany (dzisiejsze Mali i Senegal), to do Nigru zbliżały się właśnie koło Timbuktu. Także w tym miejscu przekraczały rzekę, gdy wędrowały z Numidii do Beninu.

I wszystko jedno, czy Mali, czy Ghana, czy Songhaj, Timbuktu zawsze było jednym z ważniejszych miast w państwie. Ale nigdy najważniejszym. Choćby dlatego, że to miasto Tuaregów. A ten lud od zawsze nie uznawał nad sobą żadnej władzy. A już szczególnie władzy murzyńskiej. Murzyn dla Tuarega oznaczał wyłącznie niewolnika albo odbiorcę towarów, nigdy władcę.

Tuaregowie handlowali wszystkim. Na północ wieźli złoto, kość słoniową, czarnych niewolników, na południe – sól (wymienianą na złoto w wagowym stosunku 1:1) oraz arabskie i berberyjskie wyroby artystyczne i użytkowe. Timbuktu kwitło. I to nie tylko jako tranzytowe miasto handlowe.

Sankore

Przede wszystkim jako miasto nauki. To właśnie w Timbuktu działała Sankore, obok Fezu, Kairu, Bagdadu i Damaszku, jeden z najważniejszych muzułmańskich uniwersytetów. Powstał w 989 roku, kiedy to miejscowy sędzia Al-Qadi Aqib ibn Mahmud ibn Umar uzyskał od władczyni Mandingo zapewnienie sfinansowania uczelni, która będzie sławna daleko poza Afryką. Z połączenia zamożności Timbuktu i Mandingów powstał potężny kompleks budowli. Ale dzisiejszy kształt uczelnia uzyskała w XII wieku, kiedy powstały meczety (a przy nich medresy, czyli szkoły) Dżingereber i Sankore z dziedzińcem wzorowanym na tym z Mekki. Nawet wymiary miał identyczne. Po prostu plac Kaaby został zmierzony za pomocą sznura...

Do miasta ściągały autorytety naukowe całego świata muzułmańskiego. Wykładali tu m. in. filozofowie Ahmed Baba al Massufi, Mohammed Bagayogo i prawnik Modibo Mohammed Al Kaburi. Ale uwaga: to nie Arabowie, lecz miejscowi, Songhajowie, Fulbeje czy Tuaregowie. Uniwersytet liczył 25 tysięcy studentów (w całym mieście było ok. stu tysięcy mieszkańców) a uczelniana biblioteka liczyła 400-700 tysięcy pozycji z wszystkich dziedzin wiedzy. Studiowano gramatykę, matematykę, geografię, historię, fizykę, astronomię, chemię, prawo, filozofię, ekonomię, etykę biznesu i oczywiście teologie koraniczną. Na zakończenie studiów absolwent zamiast dyplomu dostawał specjalny turban, po którym absolwenci Sankore rozpoznawali się, jak dziś absolwenci Harvardu po krawatach.

Z czasem w tym mieście handlu wiedza doszła do takiego poważania, że to nie sól ani złoto stały się w mieście największą wartością, ale książki. Status społeczny wyznaczała wielkość nie skarbca, ale biblioteki. Nic więc dziwnego, że w rękach prywatnych było drugie tyle manuskryptów.

Uniwersytet nosi nazwę Sankore, jednak jest to nazwa błędna. Sankore to nazwa meczetu, przy którym była jedna z medres (szkół). Pozostałe były przy meczetach Sidi Jahja i Dżingereber.

Timbuktu kwitło do końca XVI wieku. Wtedy to sułtan Maroka popadł w kłopoty finansowe, gdy Żydzi, którzy opanowali marokański przemysł, nagle zbankrutowali. Musiał ratować skarb państwa, wysyłając ekspedycję do legendarnego Timbuktu, o którym mówiono, że opływa w złoto. Ten najazd z 1591 roku był początkiem upadku. Bo rejsy Portugalczyków, a potem Holendrów pokazały Marokańczykom i Turkom, którzy opanowali północną Afrykę, że transport morski jest znacznie tańszy niż zahaczające o Timbuktu karawany Tuaregów. I właśnie takie na pół zasypane piaskiem senne miasteczko zobaczyli pierwsi Europejczycy.

Zakazane miasto

Mit Timbuktu narodził się z niedostępności. Przez kilkaset lat miasto było niedostępne dla niewiernych. A i muzułmanie, jeśli nie byli Tuaregami, niechętnie się tu zapuszczali. Bo miasto owszem, sławne, ale można do niego w ogóle nie dotrzeć, zginąwszy z pragnienie w piaskach Sahary. Nic więc dziwnego, że można było bezkarnie opowiadać o chodnikach ze złota w Timbuktu, bo nikt nie miał najmniejszych szans, by to zweryfikować. Tuaregowie strzegli tajemnic swoich pustynnych szlaków. Każdy, kto się zapuścił za daleko, ginął. Tak było do niedawna. Jeszcze w XIX wieku podróżnicy przemierzający Saharę mieli duże problemy, żeby dotrzeć do Timbuktu, a potem wrócić. Słynny brytyjski podróżnik Mungo Park w 1806 roku w swej ostatniej podróży tylko przepłynął Nigrem naprzeciwko miasta; atakowany zewsząd przez tubylców, nie miał szans na wylądowanie. Pierwszym Europejczykiem, który na pewno (bo takich, którzy twierdzili, że byli, jest wielu, począwszy od 1402 roku, ale ich relacje są mniej lub bardziej niewiarygodne) był w Timbuktu, był brytyjski oficer Alexander Gordon Laing. Był w tym mieście w 1826 roku. Ale niedługo potem został zabity, przez Tuaregów właśnie, i niczego nie spisał. Dwa lata później do Timbuktu przybył przebrany za Araba Francuz René Caillié. Ale jego relacje tak dalece odbiegały od obiegowym mitów, że uznano go za niewiarygodnego. Uwierzono mu już po śmierci, gdy w latach 1853-54 w Timbuktu przebywał niemiecki podróżnik Heinrich Barth. Udało mu się tak długo przebywać tylko z jednego powodu; był pod ochroną samego Sidi Ahmad al Baqqai, religijnego przywódcy cieszącego się tak ogromnym mirem, że choć Amadu Amadu, fulbejski (Fulbe – plemię murzyńskie z Afryki zachodniej) władca Maciny wydał na Bartha wyrok śmierci, to jednak nie był w stanie postawić na swoim. Barth nie tylko potwierdził, że Timbuktu to upadłe wręcz miasto, ale rozbudził zainteresowanie uczonych, pisząc, iż w mieście i piasku pod miastem są tysiące starych, niezwykle cennych manuskryptów.

Dziś ocalało ich ok. 150 tysięcy. Zapewne kilka razy tyle leży ukrytych w piasku od czasu najazdu Marokańczyków. Ich poszukiwaniem, badaniem i udostępnianiem zajmuje się Republika Południowej Afryki, która z pomocą USA i Norwegii buduje Bibliotekę Ahmeda Baby. Ale poważnym konkurentem są prywatni kolekcjonerzy z całego świata, gotowi zapłacić większe pieniądze za cenny manuskrypt.

Także długo po wojnie Timbuktu było miastem niebezpiecznym dla białych. Tuaregowie, zmuszani do porzucenia tradycyjnego koczowniczego stylu życia, bo Sahara została podzielona między arabskie i murzyńskie państwa, co pewien czas wzniecają powstania. Ostatnie (w Nigrze) zakończyło się w 2009 roku i niewiele wskazuje na to, by to był koniec. W Timbuktu co roku od 1997 roku czci się zakończenie rok wcześniej powstania Tuaregów w Mali. Uroczystości odbywają się przy Płomieniach Pokoju, pomniku odlanym z przetopionych trzech tysięcy tuareskich karabinów. Ale i w Mali w każdej chwili Tuaregowie mogą powstać. Przyczyną kolejnej rewolty może być cokolwiek, co naruszy dumę synów Sahary.

Geografia

Timbuktu leży na granicy dwóch potężnych regionów, pustynnej Sahary i porośniętego sawanną Sudanu. Ten wąski, półpustynny pas ciągnący się od ujścia Senegalu, poprzez Timbuktu, kotlinę Bodele, wyżynę Darfur, po północną Erytreę, nosi nazwę Sahelu. To także styk dwóch wielkich regionów kulturowych, północnoafrykańskiego, arabskiego i berberyjskiego Maghrebu i Czarnej Afryki.

To się tak tylko mówi, że Timbuktu leży nad Nigrem. Faktycznie od miasta do głównego nurtu rzeki jest ok. 20 kilometrów. Nad rzeką jest miejscowość Kabara, będąca portem rzecznym dla Timbuktu. Kiedyś oba miasta były połączone kanałem. Nie sztucznym, naturalnym; Timbuktu leży na skraju Maciny, wewnętrznej delty Nigru, poprzecinanej właśnie takimi kanałami. Ten jednak, gdy podupadło Timbuktu, nie używany często, powoli się zamulał, pustynia go zasypywała piaskiem, aż dziś nie został po nim ślad. Jedynie na zdjęciach satelitarnych widać, że coś tu kiedyś było.

Jak przystało na Saharę, w Timbuktu panuje suchy klimat pustynny. Średnie roczne opady 160 mm wyrabiane są latem. Temperatura waha się od minimalnej 12 stopni w styczniu do 42 stopni (średnia temp. maksymalna) w maju. Wahania są znaczne, np. w styczniu w dzień może być nawet powyżej 30 stopni, a nocą 12.

Ludy

Mówiąc Timbuktu, myślimy o Tuaregach. To bardzo tajemniczy lud. Nie są to Murzyni, ale biali (tyle że ściemnieli w ostrym pustynnym słońcu) Berberowie. Antropologowie traktują wszakże Berberów jako rasę pośrednią między białą a czarną. Od ponad tysiąca lat wyznają islam, ale ich społeczeństwo jest matriarchalne; to kobieta ma więcej do powiedzenia niż mężczyzna. I to mężczyźni zasłaniają twarze. Tuaregowie mają także swój alfabet, różny od pozostałych, a jeśli by chcieć go za wszelką cenę porównywać, to najbardziej zbliżony do greckiego. Żyją w samym centrum Sahary, w Algierii, Libii, Mali i Nigrze.

Choć Timbuktu to miasto Tuaregów, to oni są tu jedynie w drodze. Jak wszędzie zresztą. Dolina Nigru w okolicach Timbuktu to ziemia Songhajów, ludu spokrewnionego z Mandingami, ale kulturowo zbliżonego do Tuaregów, który od VII do XVI wieku stworzyli nad Nigrem potężne państwo. W pobliżu mieszkają wspominani Mandingowie, szczególnie cenieni przez Arabów i Europejczyków jako niewolnicy ze względu na siłę. Do miasta zaglądają też Fulbeje (Fulanie), koczowniczy lud pasterski, który skolonizował całą sawannową część zachodniej Afryki oraz Bambara, lud rolniczy, znany ze wspaniałych rzeźb. Wszyscy wyznają islam.

Cień

Dzisiejsze Timbuktu to cień dawnej potęgi. Zaledwie 32 tysiące mieszkańców, czyli jedna trzecia populacji sprzed kilkuset lat, ale wciąż nazywane jest Perłą Pustyni i Miastem 333 Świętych. Z dawnej świetności zostały trzy średniowieczne meczety, Sankore, Sidi Jahja i najstarszy Dżingereber. Wszystkie są zbudowane z nie wypalanej gliny. I po każdym większym deszczu (na szczęście zbyt często się nie zdarzają) muszą być odnawiane, by się nie... rozpłynęły. W podobnej technologii jest zbudowane całe miasto. I całe miasto wygląda dokładnie tak jak za czasów świetności.

Timbuktu wciąż jest ważnym centrum targowym. Handluje się – jak przed wiekami – solą, tkaninami, skórami i rękodziełem tuareskim i murzyńskim. Tyle, że wielbłądy są wypierane przez ciężarówki.

Miasto starało się o znalezienie się na liście nowych siedmiu cudów świata, ale przegrało z obiektami dla mas rozleniwionych letników. Bo Timbuktu wciąż jest tylko dla wybranych.

Co prawda w mieście jest wiele cennych zabytków (meczety, medresy), to na listę światowego dziedzictwa UNESCO została wpisana legenda...

Galeria zdjęć

Google Maps

Komentarze