Jeziora dystroficzne

Autor: Rafał Szostak

Opublikowany: 28.05.09

Nie wykąpiesz się w takim jeziorze, ale za to możesz skutecznie popełnić samobójstwo.

Do jeziora dystroficznego nie można podejść. Można co najwyżej znaleźć się... ponad nim.

Żółta, brązowa lub wręcz czarna woda w jeziorze dystroficznym nie ma żadnych substancji odżywczych. Nie ma mowy, by się w dnie zakorzeniły rośliny. Bo z dna też niewiele się wyciągnie. Jedyne miejsce, gdzie rośliny mają tu znośne warunki, to powierzchnia jeziora. I właśnie tam rosną. Z czasem kożuch unoszących się roślin staje się coraz grubszy. I coraz mocniejszy. Korzenie i mchy torfowce przerastają się wzajemnie, nie pozwalając przy tym tonąć martwej materii. W miarę powiększania się grubości tej warstwy, zwanej spleją, zaczynają na niej kiełkować najpierw rośliny zielne jak wełnianka, rosiczka, bobrek trójlistkowy, czermień błotna i drobne krzewinki żurawiny, potem krzaczki brzozy lapońskiej, a wreszcie i drzewa sosny i brzozy. Właśnie na splei można spotkać liczne owadożerne rosiczki, a na wodzie także owadożerną aldrowandę pęcherzykowatą. W ten sposób rośliny te uzupełniają azot. Skoro nie mogą go zdobyć z gleby czy wody, to go pobierają z upolowanych zwierząt.

Często na jeziorach dystroficznych pojawia się pło, czyli pływające wysepki zbudowane z mchów i drobnych roślin. Pło to albo oderwane fragmenty splei, albo wyspy powstałe samoistnie.

Tam, gdzie rosną drzewa, można wejść na uginający się pod nogami kożuch. Po kilku krokach widzimy, jak cała spleja faluje. Ale nie zbliżajmy się do wody. Spleja staje się coraz cieńsza. I w którymś słabszym miejscu może się rozerwać. W ułamku chwili wpadamy pod splątaną, grubą matę i giniemy w ciemnościach. Otwór zaraz się zasklepia i w ciemności nie ma najmniejszych szans, by go odnaleźć. Tym bardziej, że do otwartej toni jest kilkadziesiąt metrów. Tylko w którą stronę? A zresztą nawet jak się uda tam dopłynąć, to na spleję od strony wody nie da się wejść.

Lepiej więc jeziora dystroficzne podziwiać z daleka albo z zabezpieczonych szlaków. A podziwiać warto, bo połączenie piękna i grozy to najlepszy wabik.

Z naukowego punktu widzenia jezioro dystroficzne to jezioro wśród torfowisk, o żółtej lub brązowej, kwaśnej wodzie. Takie cechy nadaje jej duża zawartość kwasów humusowych i torfu. Te pierwsze wchodzą w reakcje z azotem i fosforem, przez co pierwiastki te stają się niedostępne dla roślin. A że za takimi warunkami rośliny nie przepadają, tzw. produktywność biologiczna jeziora jest bardzo niska.

Mała ilość substancji odżywczych to mało nie tylko roślin, ale i planktonu. A co za tym idzie drobnych zwierząt bezkręgowych, a w konsekwencji także ryb. Jedyny gatunek, który dobrze się czuje w takich jeziorach to odporny praktycznie na wszystko karaś oraz jeszcze odporniejszy karaś srebrzysty, zawzięcie (i słusznie, bo przez swoją ekspansywność zabiera i tak skromne pożywienie swojskiemu karasiowi) tępiony przez rybaków i wędkarzy.

Spleja systematycznie się powiększa, coraz dalej wkraczając na brunatną wodę. Jezioro z czasem robi się więc coraz mniejsze. Aż pozostanie malutkie oczko wody. I ono w końcu zniknie. Woda będzie już tylko pod ziemią.

Jezioro dystroficzne są małe, a i tak się zmniejszają, by zupełnie zniknąć. Jeśli gdzieś w środku lasu jest niewielkie bagno, jest bardzo prawdopodobne, że to właśnie całkowicie zarośnięte jezioro. Taki los prawdopodobnie setki lat temu spotkał duże jezioro na terenie Poleskiego parku Narodowego. Dziś to miejsce nosi nazwę Durnego Bagna. Inne jeziorko, Karaśne, jest w ostatnim stadium zarastania. A z kolei jeziora Długie i Moszne są w kwiecie wieku, czyli mają dobrze wykształconą spleję, ale i rozległą toń wodną.

Oprócz Polesia jeziora dystroficzne są w Borach Tucholskich, Puszczy Augustowskiej, Puszczy Piskiej i Lasach Taborskich.

tagi: jezioro

państwo: Polska Polska

Galeria zdjęć

Komentarze